Parkingowy 2009-11-20 16:42:14

Niedawno kumpel opowiedział mi o swoim znajomym, który wprowadził się jakiś czas temu do jednej z podwarszawskich miejscowości; przykre i kosztowne zdarzenie przywitało tego gościa w nowym miejscu zamieszkania. Nazwijmy naszego gościa Dominic Purcell, nie wiedział on, że parking pod blokiem ma samozwańczego "parkingowego", który sprawdza i brutalnie egzekwuje prawidłowe parkowanie pojazdów. Jak daje się zauważyć, od wielu już lat w polskich miastach bardzo dużo się buduje, niestety z powodu kulawego prawa i braku wyobraźni ustawodawcy, deweloperzy nie są zobowiązani do modernizowania infrastruktury w bezpośredniej okolicy swoich inwestycji, oczywiście przy dużym udziale władz samorządowych. Jest mnóstwo nowych osiedli, sypialni-molochów bez jakiejkolwiek oferty edukacyjnej, gastronomicznej, rozrywkowej, komercyjnej, bez placówek opieki zdrowotnej nie mówiąc już o parkingach. Te jeśli już nawet są to miejsce na podziemnym parkingu potrafi kosztować 40 tys. zł, a wynajem parkingu pod chmurką od 150 zł/miesiąc wzwyż. Wynikiem utrzymywania status quo jest straszny tłok na osiedlowych parkingach, samochody stają już gdziekolwiek popadnie, znalezienie miejsca po południu graniczy z cudem. Taką sytuację zastał nasz Dominic po wprowadzeniu się na nowe osiedle - samochody mieszkańców zaparkowane jeden na drugim, na trawnikach, chodnikach, właściwie gdziekolwiek się da wcisnąć. Postawił więc samochód nieprawidłowo tak jak inni. Następnego dnia rano zastał swój samochód z poprzebijanymi oponami i pogiętymi wycieraczkami.Zadzwonił po policję, przyjechał jeden policjant, który przyjął zgłoszenie i zaczął oględziny uszkodzonego pojazdu. Gdy policjant wykonywał swoje czynności, podszedł do nich jakiś facet i zaczął wykrzykiwać epitety na temat parkujących tam kierowców. Policjant grzecznie poprosił tego człowieka żeby odszedł. Nie trzeba Sherlocka Holmesa aby domyślić się, że to właśnie nasz parkingowy i jednocześnie sprawca zniszczenia samochodu naszego Dominica. Gdy Dominic zapytał policjanta dlaczego nie zapisał chociaż danych tego pieniacza, ten odparł by nie uczył go jego pracy. Na pytanie czy zdejmie odciski palców z samochodu powiedział, że policja nie ma na to pieniędzy i przy takich sprawach nie zdejmuje się odcisków. Sprawcy oczywiście nie znaleziono, sprawę umorzono, a Dominic musiał kupić sobie komplet nowych opon i wycieraczek, a przecież wystarczyłoby porównać odciski tego faceta i te z samochodu - pewnym jest, że pasowałyby do siebie. Niestety policjant nie wpadł na ten genialny pomysł, a gdy Dominic próbował jakoś naprowadzić policjanta aby to zrobił ten miał pretensje, że on zna swoją robotę i żeby go nie pouczać. W ten sposób człowiek ten pozostał bezkarny. Ręce opadają.

Tagi: policja, przestępczość

skomentuj (0)

Ogryzek 2009-11-20 16:22:56

O ile dobrze pamiętam, było to w 2007 roku, niedzielne popołudnie, postanowiliśmy z ojcem pojechać na basen. Jechaliśmy samochodem ojca, ja siedziałem na miejscu pasażera i jadłem jabłko. Po prawej stronie ulicy, którą jechaliśmy stoją samochody, potem jest wąski pas zieleni i płot, a za płotem działki. Jest to taka ulica w Warszawie  w kształcie litery U na dzielnicy, gdzie wszyscy chodzą powoli, yo. Jak dojadłem jabłko to wyrzuciłem ogryzek przez okno, na tyle daleko, że spadł na trawę. Pech chciał, że 100 metrów dalej stali niebiescy, których nie zauważyłem. Oczywiście nas zatrzymali i młodszy z wielką satysfakcją wyłożył mojemu ojcu powód zatrzymania. Potem podszedł do mnie i zaczął mnie straszyć mandatem. Odparłem, że ogryzek jest elementem organicznym, a ja z premedytacją rzuciłem go w trawę, wiedząc, że będzie wręcz miał dobry wpływ na miejsce gdzie się zanalizuje. Niestety policjant był młody i bardzo przemądrzały, mało tego sprawa ogryzka była u niego dość poważna. Nie wlepił mi mandatu, ale nie omieszkał pouczyć mnie i ojca przede wszystkim na temat zaśmiecania i grożących za nie kar.

Kolejny przykład bezmyślności policji, zatrzymywania bez sensu, bo nie była to kontrola drogowa, nie chcieli dokumentów. Ja nie wyrzuciłem tego ogryzka na chodnik, czy na klatkę, wręcz przeciwnie, rzuciłem go w trawę, przecież tam zjadły go owady, mrówki, były tam pestki, mogłoby wyrosnąć drzewo z tego. Nie wyrzuciłem plastikowej torebki, czy butelki. Ciekaw jestem co policjanci zazwyczaj robią z opakowaniami po kebabach czy pączkach gdy na ten przykład spożywają w radiowozie ? Zwracam uwagę na fakt, że śmietnik nierzadko znaleźć jest bardzo trudno lub jest to niemożliwe. Ten młody policjant chciał po prostu pokazać jaki jest ważny i praworządny. Ośmieszył się tylko i pokazał swoją głupotę, bo gdyby trochę myślał, wiedziałby że wyrzucenie ogryzka w trawę nie ma nic wspólnego z zaśmiecaniem. 

Tagi: policja, przestępczość

skomentuj (0)

Dilerzy pod szkołami i pierwsza działka za darmo. 2009-11-17 07:11:02

Wiele razy słyszałem w telewizji lub radiu o strasznych dilerach stojących pod szkołami i rozdających dzieciom pierwsze działki za darmo albo np. cukierki nasączone narkotykiem. Zawsze mnie to śmieszyło. Wypowiadają się tak często ludzie, którzy są uważani za autorytety w dziedzinie walki z narkomanią. Najlepsze jest to, że ci ludzie najczęściej nigdy nie zażywali żadnych narkotyków, na jakiej więc podstawie uważają się za ekspertów. Wygadują takie głupoty, że ręce opadają. Chciałbym się dowiedzieć pod którą szkołą można dostać gratis "działkę", bo chętnie sam bym się po to zgłosił. Nigdy nie spotkałem się ze zjawiskiem dilera pod szkołą. Jeśli ktokolwiek sprzedaje narkotyki uczniom w szkole to jest to kolega z ławki, a nie żaden diler z pod szkoły. Jest to śmieszne przede wszystkim dlatego, że handel narkotykami nie odbywa się ani pod szkołą, ani na żadnym wyznaczonym miejscu. Ponadto, który diler byłby na tyle głupi, żeby stać pod szkołą, narażając się na złapanie przez policję, poza tym stojąc jak debil pod szkołą nic by nie sprzedał. Dilerka polega głównie na odbieraniu telefonów od klientów. Do dilera dzwoni się na komórkę i umawia w znanym obu stronom miejscu. Najczęściej są to po prostu osiedla, klatki schodowe, czy też po prostu gdziekolwiek na ulicy np na przystanku autobusowym. I nikt podstępem nie rozdaje za darmo nasączonych cukierków dzieciom żeby je pouzależniać. Przede wszystkim, żaden narkotyk nie uzależnia po pierwszym zażyciu, nawet heroina, wręcz przeciwnie, najczęściej przy pierwszym zażyciu narkotyk albo nie działa, albo doznania są nieprzyjemne. Przestańcie więc, dziennikarzyny, wygadywać takie głupoty, bo jest to śmieszne i nieprawdziwe. Pozdrawiam wszystkich dilerów stojących pod szkołami, zgłoszę się niebawem po moją darmową "działkę"... ;)))

Tagi: szkoła, dragi, narkomania, narkotyki, policja, marihuana, marijuana, diler

skomentuj (0)

Przypadek ś.p. Juniora. 2009-11-17 06:43:53

Witam wszystkich blogoczytaczy, opiszę dzisiaj co spotkało mojego kolegę, który już niestety nie żyje, zabił się na motorze kilka lat temu. Junior był pozytywnie nastawionym do świata skejcikiem. Nigdy nie był agresywny, był uczciwy i spokojny. Pewnego dnia, o ile dobrze pamiętam, była to jesien, Junior zerwał się wraz z kolegą z dwóch pierwszych lekcji ze szkoły i pojechali kupić marihuanę po czym pojechali do szkoły. Działo się to niedługo po wprowadzeniu ustawy o środkach odurzających. Gdy weszli do szkoły, okazało się, że jest nalot policji na szkołę, rzekomo szukali dilerów. Sam fakt nalotu policji na szkołę jest dla mnie czymś niepojętym, szkoła powinna być miejscem gdzie młody człowiek czuje się swobodnie i bezpiecznie, a nie miejscem działań operacyjnych policji. Junior został przeszukany i znaleziono przy nim około 1,5 grama marihuany. Został rzucony na ziemię jak bandyta, skuty kajdankami i zabrany na komendę. Nie miał chłopak szczęścia bo było to zaraz po wprowadzeniu ustawy, wtedy dostawało się sankcję (tymczasowe aresztowanie) nawet za najmniejsze ilości. Teraz jest inaczej, za pierwszym razem wypuszczają z "dołka" po 48-miu godzinach i przywalają grzywnę. Niestety Junior dostał 3 miesiące sankcji, mimo że wcześniej nie był nigdy karany (paranoja) i trafił do więzienia. Sytuacja jak u Kafki, po prostu groteska. Jak można wyciągnąć chłopaka ze szkoły i wsadzić do więzienia za posiadanie małej ilości trawki ?? To brzmi jak science-fiction, niestety działo się to kilka lat temu w Europie. Junior wyszedł po półtora miesiąca dzięki wstawiennictwu swojej nauczycielki, która słała pisma do sądu, żeby chłopaka wypuścił. Niestety te 1,5 miesiąca wystarczyło by diametralnie zmienić tego człowieka. Po wyjściu był nie do poznania, zaczął się zupełnie inaczej zachowywać, mówił grypsem, stał się zadziorny i agresywny. Zupełnie inny człowiek. Pytam ustawodawcę, jaki cel miało wsadzenie Juniora do więzienia?? Czy on był niebezpieczny dla społeczeństwa, bo w szkole zapalił marihuanę z kolegami?? Przerażające. Najlepsze jest to, że on wcześniej nie był notowany ani karany. Jedyną zbrodnią, jaką popełnił było to, że lubił marihuanę. Załapał się na nagonkę rozpętaną przez Kaczyńskiego, społeczeństwo zostało uwolnione od tego strasznego elementu przestępczego. Kolejny raz ręce opadają. Wielki sukces policji. Junior już nie żyje, zabił się na motorze kilka lat temu; niech spoczywa w pokoju. Czasem chodzimy na jego grób zapalić skuna i wspominamy to groteskowe wydarzenie, jakim była odsiadka Juniora. "To jest walczyk, warszafski walczyk".

Tagi: narkotyki, policja, marihuana, marijuana, diler

skomentuj (0)

Kilka słów o działaniu Policji. 2009-11-15 22:04:17

W marcu 2003 roku byłem uczestnikiem nieprzyjemnego zdarzenia. Wstałem dosyć późno z łóżka, bo około południa. Po jakimś czasie znalazłem się w łazience, goliłem się. Mam okno z łazienki na ulicę i furtkę, łazienka znajduje się na pierwszym piętrze. Gdy już miałem wchodzić pod prysznicm, rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem stojącego przy furtce faceta o nieprzyjemnej aparycji. Pomyślałem, że to jakiś domokrążca albo żebrak i postanowiłem go olać. Wszedłem pod prysznic, a gdy po jakiś 10 minutach wyszedłem, usłyszałem brzęk tłuczonego szkła na dole. Zrozumiałem, że od tylu, od strony ogródka, ktoś wybił szybę na tarasie i włamuje mi się do domu. W pierwszej chwili chciałem zbiegać na dół ale pomyślałem, że lepiej nie strugać bohatera bo nie wiem ilu jest napastników i czy są uzbrojeni. Na szczęście miałem przy sobie komórkę, więc schroniłem się na strychu i zadzwoniłem na policję. Czekałem na strychu i słyszałem, że ktoś chodzi po domu. Po jakiś 15 minutach usłyszałem hamujący pod domem samochód, wyjrzałem przez okno i zobaczyłem radiowóz, więc zacząłem schodzić na dół, gdzie zastałem, dwóch mundurowych, którzy na mój widok dobyli broni i zaczęli wrzeszczeć : "na ziemię, na ziemię" (przypominam, że była zima, dosyć śnieżna, a ja byłem w klapkach, jeansach i t-shircie - dopiero wyszedłem z pod prysznica). Zacząłem krzyczeć do policjantów, że to ja dzwoniłem i że to mój dom, w międzyczasie zostałem powalony na ziemię, i skuty kajdankami (a złodziej w tym czasie uciekał). Gdy wreszcie dali mi dojść do słowa i dotarło do nich, że to nie mnie szukają, rozkuli mnie i kazali pokazać dowód. Pokazałem im dowód i powiedziałem, żeby może zaczęli gonić złodzieja, którego wyraźne ślady na śniegu prowadziły do sąsiada. Widać było, że złodziej uciekł przez płot do sąsiada i przez jego działkę, przedostał się na sąsiednią ulicę, a stamtąd miał już do pokonania może z 300 m i mógł się zmieszać z tłumem pod jednym z większych hipermarketów w Warszawie. Policjanci jednak nie gonili tego złodzieja, mimo że nie trzeba było detektywa, żeby zobaczyć, że uciekł i widać było dokładnie, którędy uciekł. Zamiast tego zaczęli szukać go w domu w szafach i wersalkach. Ręce mi opadły jak zobaczyłem, że Ci idioci tylko robią mi w domu bałagan, depczą mokrymi i brudnymi buciorami czystą podłogę i dywany. Oni chyba nie widzieli różnicy między szukaniem złodzieja u mnie w domu, a robieniem rewizji czyli w ich slangu przeszukania. Przyjechały zaraz następne radiowozy, w domu zaroiło się od policji jednakże nikt nie szukał złodzieja. Oni sobie po prostu przyjechali chyba pogawędkę uciąć. Jeden z nich bezczelnie zapytał mnie dlaczego nie złapałem tego złodzieja, bo przecież jestem "duży" i dałbym radę. Odpowiedziałem, że od tego właśnie jest  policja i że nie byłem pewien ilu było złodziei. Już sobie wyobrażam jaka w mojej okolicy byłą wtedy obława, jeździli, szukali ale nic z tego nie wyszło, a wystarczyło tylko od razu za nim pobiec, przecież on uciekł na ich widok, prawdopodobnie sekundy przed tym jak rzucali mną o podłogę w moim własnym domu. Generalnie policjanci spędzili u mnie w domu około 3ch godzin, przewinęło się ich około piętnastu, narobili bałaganu, nadeptali, złodzieja oczywiście nie złapali, tylko przyprowadzili mi jakiegoś kloszarda, który spał nieopodal w działkowej altance. Złodziej nie zdążył nic zabrać, ponieważ  w porę zauważył policję, która podjechała z hałasem, więc trudno było nie zauważyć. Ukradł mi jedynie 20 zł, które leżało u  mnie w pokoju na biurku. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że policjanci robią sobie po prostu jaja. Gdybym wiedział, że tak będzie wyglądać sytuacja to chyba bym nawet nie zadzwonił. Największy koszt ponieśliśmy przy wstawianiu nowej szyby w drzwi tarasowe. Tak właśnie działa polska policja - kpina w żywe oczy za nasze pieniądze.

Tagi: dragi, narkotyki, policja, przestępczość, marijuana, diler, włamanie

skomentuj (0)

Trochę o polityce antynakrotykowej 2009-11-14 19:26:13

Witam !

Od jakiś 15stu lat jestem użytkownikiem marihuany, tudzież innych narkotyków i jestem zdegustowany sposobem w jaki walczy się z narkotykami w naszym kraju. Policja zajmuje się łapaniem ćpunów lub ewentualnie licealistów, którzy pierwszy raz w życiu zapalili jointa. Takich łatwo złapać, po co się męczyć z łapaniem dilera. Diler może być niebezpieczny, może uciekać, będzie z nim dużo papierkowej roboty, ponadto stać go na adwokata, a niejednokrotnie ma "swojego" policjanta. Po co się męczyć, kiedy można złapać klienta, który ma przy sobie śmieszną ilość. Ale przecież w statystyce tego nie widać, można się więc pochwalić sukcesem, przywalić grzywnę i luz. Podam przykład z życia: niedawno dwóch moich kumpli poszło dwa osiedla dalej kupić skuna. Jeden z nich jest prawnikiem, teraz kończy studia podyplomowe, jest administratorem budynku w centrum Warszawy - generalnie osoba uczciwa, płacąca podatki, godna szacunku, w żadnym razie nie jest to stereotypowy ćpun. Drugi mój kolega też uczciwy, płacący podatki normalny chłopak. Poszli, kupili i gdy wracali zostali "złapani" przez tajniaków z Fiata Bravo. Kolega prawnik zdążył zjeść swoją część, stracił tylko parę złotych, niestety drugi kumpel nie zdążył, miał dosłownie 0,15 grama, tzw. "jedno wbicie", niestety panowie policjanci znaleźli to, leżące przy nim na ziemi. Skończyło się na tym, że kolega dostał grzywnę i wyrok w zawieszeniu. Brawo, policja złapała strasznych "bandytów". Podsumujmy: z naszych (podatników) pieniędzy zostali zaangażowani policjanci, którzy zamiast łapać w tym czasie bandytów, którzy np. wyrywają starszym paniom torebki albo zrywają łańcuszki w autobusach, zajęci byli przez kilka godzin chłopakiem, który miał przy sobie śladową ilość marihuany. Czy to nie śmieszne?? Przepraszam to nie śmieszne, to jest żałosne i przerażające. Przypominam, że obaj moi kumple są niekarani i pracują uczciwie, więc płacą podatki między innymi na policję. Zaangażowano dwa radiowozy nieoznakowane, jeden oznakowany i techników. Miejsce "zbrodni" zostało zabezpieczone i zfotografowane. Wszystko za nasze pieniądze. Aż chce się zacytować piosenkę Wzgórze Ya-Pa-3 : "..... a na ciemnej ulicy pięciu gości kopie jednego bez żadnej litości, tu nie ma psów, tu nie ma patroli, byli tu potrzebni ale ich to pi***oli" . 

Komu obecna ustawa o środkach odurzających przynosi najwięcej korzyści ??

Odpowiedź jest prosta : producentom, dystrybutorom i ulicznym handlarzom narkotyków. Kto za tym stoi ?? Panowie politycy, przecież to widać gołym okiem, nie trzeba być profesorem prawa... narodowi zamydliliście oczy, że to niby przeciw dilerom ta ustawa, że wcześniej, przed ustawą, złapany diler rzekomo tłumaczył się, że narkotyki, które posiada są na "własny użytek". Tylko, że o ile dobrze pamiętam, przed ustawą łapano o wiele więcej dilerów. Ponadto kiedyś diler to był facet pod trzydziestkę lub niejednokrotnie starszy, który w ten sposób pracował i traktował to jako źródło utrzymania dla siebie i swojej rodziny. Dzisiaj przeciętny diler to dziecko 15-17 letnie, które nawet do końca nie rozumie czym się zajmuje. Idziemy prostą drogą w kierunku Stanów Zjednoczonych, może jeszcze zalegalizujmy posiadanie broni, wpuśćmy jej jak najwięcej na rynek, tak żeby dzieciaki miały do niej dostęp. W dzisiejszych czasach 16letniemu gimnazjaliście łatwiej jest zdobyć marijuanę czy XTC niż papierosy czy piwo. Sprzedawca w sklepie zapyta takiego dzieciaka o dowód, dorosły lump też niechętnie kupi alkohol dzieciakowi, bo może zostać za to ukarany, natomiast narkotyk sprzeda mu kolega ze szkolnej ławki. Hurtownicy też zadowoleni bo dają gówniarzom słaby, tani towar po zawyżonej cenie. Taki nastoletni diler zarabia np na jednym gramie marihuany około 10 zł, jego dostawca drugie 10 zł, dostawca kupuje to od większych dystrybutorów czy bezpośrednio od producenta za grosze.

Kończyłem szkołę średnią w latach 90tych. Pierwszy raz kontakt z narkotykami miałem w szkole średniej mając lat około 15. W tej chwili są już 12latki, które regularnie biorą narkotyki. Do tego doprowadził pan Kaczyński i jego ustawa. W tej chwili mam lat 30, przez ostatnie 15 lat wydałem kupę kasy na narkotyki - ta kasa poszła do kieszeni bandytów. Gdyby narkotyki były legalne i ich sprzedaż usankcjonowana, zapłaciłbym od tych narkotyków podatek, który można by przeznaczyć na profilaktykę i edukację młodych ludzi tak by po narkotyki nigdy nie sięgneli. Kupując od ulicznego dilera nie dość, że zasilam kasę bandziorom, narażam się na odpowiedzialność karną to jeszcze na dobrą sprawę nigdy nie wiem co kupuję. Pół biedy jeśli kupię słaby towar - dużo gorzej gdy kupię za mocny lub oszukany (ekstazy UFO - ofiary śmiertelne kilka lat temu, lub np potłuczone szkło czy tynk ze ściany w kokainie, żeby lepiej klepało). Jeśli już przyjmujemy postawę karania za nawet najmniejsze ilości to proponuję zdelegalizować alkohol - przecież jest on też narkotykiem i to jednym z najmocniejszych. Dlaczego państwo może sciągać podatki z alkoholu, a nie może z marijuany czy kokainy? Dlaczego mówimy narkotyki i alkohol, to tak jakbyśmy mówili samochody i honda na przykład. Czym jest narkotyk?? Krótko mówiąc jest to substancja psychoaktywna lub zmieniająca świadomość - przecież alkohol jest tak samo substancją odurzającą, niczym się nie różni od innych, mało tego, postawiłbym go w jednym szeregu z najmocniejszymi narkotykami takimi jak kokaina czy heroina. Jedyną różnicą jest to, że alkohol jest legalny i na jego spożywanie jest przyzwolenie społeczne - kto nie pije ten kapuje. Finał jest taki, że alkohol najczęściej przyczynia się do rozpadu rodzin, jest katalizatorem agresywnych i niebezpiecznych zachowań, po alkoholu ludzie giną, robią sobie krzywdę, trafiają do więzień. Alkohol prowadzi do nadciśnienia, marskości wątroby, chorób serca. I ten bardzo mocny i niebezpieczny narkotyk można kupić w niemal każdym sklepie, na każdym rogu ulicy bez problemu, trzeba mieć tylko 18 lat. Pytam się dlaczego, za moje ciężko i uczciwie zarobione pieniądze nie mogę w sklepie zakupić dobrej jakości marihuany i w spokoju ją spożyć nie bojąc się policji. Po marihuanie ludzie nie są agresywni, nie biją, nie kradną, nic z tych rzeczy. Użytkownicy marihuany to najczęsciej pozytywnie nastawione do świata, spokojne osoby. cdn

Tagi: narkomania, narkotyki, policja, marihuana, heroina, marijuana, diler

skomentuj (2)

Księga Gości